Najlepsi 2011. Pierwsza dycha

Nadszedł czas na pierwszą dziesiątkę najlepszych albumów muzycznych w 2011 roku.

10. Pomysł kontrowersyjny, ale udany: Arka Noego nagrała nowe wersje starych, głównie punkowych „przebojów”. Wyszło świetnie dzięki instrumentalistom z Luxtorpedy, którzy odświeżyli utwory Dezertera, Kultu czy Izraela. W połączeniu z młodzieńczym wokalem na płycie Pan Krakers pokazują, że kawałki te nie starzeją się, a teksty są ponadczasowe.

9. Prawdopodobnie najlepszy współczesny gitarzysta blues-rockowy nagrał kolejną równą płytę. Ciuchcia Joe Bonamassy przywozi na Dust Bowl dowód na to, że blues nie musi się zamykać w getcie. Prawdę mówiąc ostatnio miałem już dość tak samo brzmiących płyt kolejnych naśladowców Dżonylihukera. Bonamassa nie wpisuje się w ten nurt.

8. Kazik Staszewski się jeszcze nie skończył! A wręcz przeciwnie – KNŻ wraca z nowym materiałem. I choć Bar La Curva/Plamy na słońcu nie jest ani „Porozumieniem ponad podziałami” ani „Las Maquinas de la Muerte”, to buja, kręci i porywa do tańca. Teksty też są niezgorsze. Poniżej jeden ze słabszych utworów na płycie – udostępniony jako singiel, więc pewnie dlatego niełatwo jakikolwiek inny można znaleźć na YT. Sami wiecie: kto wkleja linki od złodzieja, niech itp. itd.

7. Wielu weteranów sceny chce chyba udowodnić, że thrash metal dotarł do ślepego zaułka: na kolejnych płytach różnych Kalifornijskich czy też Nowojorskich grajków jest groźnie, stękliwie, rytmicznie i nijako. Tylko nie u Machine Head – ale ta grupa akurat wyrobiła sobie markę na wynalezieniu thrashu od nowa. Na Unto The Locust mamy nawiązania do przeszłości, ale… twórcze właśnie. To rozbudowane, to piosenkowe, zawsze ciekawe.

6. Czy określenie hard-blues-pop nie byłoby zbyt ekstrawaganckie? W tej muzyce słychać coś typowo amerykańskiego: coś, co pozwala materiał czerpiący z niełatwych korzeni wywindować na szczyty list przebojów. Tego życzę piosenkom z płyty Revival grupy The Answer. Tu – wersja koncertowa jednej z piosenek z płyty.

5. To lubię: Celtowie z Bostonu łączą punk, czy też pub rocka z irlandzkimi klimatami ludowymi. Nie oni pierwsi się za to wzięli i i dla nich samych nie jest to pierwszyzna. Niemniej to właśnie dziś, a w zasadzie w ubiegłym roku Dropkick Murphys wydali płytę Going Out In Style. Ten krążek służy do zabawy: świetnie nadaje się jako podkład do grupowego picia piwa w knajpie, przeradzającego się w głośny, zachrypnięty śpiew tutejszych bywalców, nie przejmujących się tym, że rozlewają złocisty trunek i plują orzeszkami. Jeden z hiciorów mojego syna, choć orzeszkami nie pluje i piwa nie rozlewa.

4. Już podczas pierwszego przesłuchania w głowie pojawiły mi się słowa: „piękno zaklęte na krążku”. Panowie Jakko Jakszyk, Mel Collins, Tony Levin i Gavin Harrison pomogli Robertowi Frippowi nagrać płytę z cyklu ProjeKct nieco łatwiejszą od swoich poprzedniczek, ale przez to nie mniej (a nawet bardziej) frapującą (frippującą). Podkręcony przez saksofon gitarowy prog-rock na A Scarcity Of Miracles pozwala odlecieć i choć materiał nie należy do najpogodniejszych, przeżyć muzyczne oczyszczenie.

3. Muzycy rockowi tworzą arcydzieła zazwyczaj między dwudziestym a trzydziestym piątym rokiem życia. Mimo iż ma na swoim koncie płyty z takimi tuzami jak Deep Purple czy Gary Moore, Glen Hughes osiągnął apogeum swoich możliwości po pięćdziesiątce, wraz z supergrupą Black Country Communion, do której prócz niego należą także Joe Bonamassa, Derek Sherinian (m.in. ex-Dream Theater) i Jason Bonham (syn sławnego Bonza). Hardrockowe petardy z płyty 2 udowadniają, że pierwszy album zespołu nie był jednorazowym wybrykiem.

2. Gdyby nie wersje instrumentalne, pierwsza płyta zespołu Luxtorpeda trwałaby ok. 35 minut. Tyle wystarczy, by słuchacza zaatakować utworami będącymi połączeniem stoner rocka, metalu, rap core’u i punka. Zatrudnienie Hansa jako drugiego wokalistę było strzałem w dziesiątkę. Płyta w 2011 roku zdecydowanie najdojrzalsza, jeśli chodzi o teksty.

1.    Zjawisko. Inaczej muzyki zespołu Primus opisać nie można. Powrót po latach okazał się genialny. Na Green Naugahyde słychać m.in. głęboki bas, imponującą perkusję, funkującą gitarę, nieco pastiszowe podejście do melodii i zappowskie teksty. Najlepsze w Primus jest to, że nikt nie gra jak Primus.

Informacje o sekowski

Mąż, ojciec jednego Adasia. Z wykształcenia politolog, dziennikarz "Gościa Niedzielnego", publikował m.in. w "Arcanach", "Frondzie", "Rzeczach Wspólnych" i na portalu Fronda.pl. Przetłumaczył kilka książek, sam napisał jedną ("W walce z Wujem Samem. Anarchoindywidualizm w Stanach Zjednoczonych Ameryki w latach 1827-1939"). Interesuje się kulturą popularną i nie boi się tego określenia. I o niej właśnie pisze na tym blogu.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Najlepsi 2011. Pierwsza dycha

  1. wmichael pisze:

    Fajny zestaw. I generalnie się zgadzam poza Arką Noego (te fragmenty, które słyszałem mi się nie podobają, zresztą pisałem o tym). Nie słuchałem też The Answer, więc nie mam zdania.

    BTW Czyżbym zachęcił Cię do Machine Head i Frippa?

  2. Stefan pisze:

    Do Machine Head jak najbardziej! Do Frippa nie pamiętam – czy zaczęliśmy słuchać w podobnym okresie, czy ty wcześniej. Pamiętam, że bardzo ci się podobał, więc możliwe.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s